Dwa dni temu, będąc na zakupach w Sephorze moją uwagę przyciągnęła mała, okrągła i ślicznie mieniąca się buteleczka. Zainteresowałam się bliżej owym przedmiotem i okazało się, że to olejek do ciała. Akurat za tydzień jadę w ciepłe kraje, więc stwierdziłam, że jak najbardziej przyda mi się taki gadżet.
Niestety, słodko wyglądająca buteleczka jest prawdziwym koszmarem. Wykonana z twardego plastiku nie bardzo chce się uciskać i nie ma jak dozować produktu. Trzeba go wytrzepywać na rękę... Muszę pokombinować z tym dozownikiem, może da się ten mankament ominąć. :)
OGROMNYM plusem jest zapach. Cudowny, mieszanina czekolady z tofi. Dla niektórych może wydawać się zbyt słodki, ale ja napawam się nim za każdym razem. Aż muszę głupio wyglądać, obsesyjnie wąchając swoją rękę ;)
Drobinki zawarte w olejku są małymi kawałkami brokatu. Nie jest to przyjemne, gdyż są szorstkie i kują skórę.
Na skórze, końcowy efekt jest zadowalający. Delikatnie mieniąca się powierzchnia skóry, nie jest to natrętne, ale subtelne. Wiadomo, że aparat nie odda tego efektu, ale myslę, że udało mi się uchwycić, mniej więcej, jak to wygląda na zdjęciu poniżej. :)
No i oczywiście cena, niestety nie pamiętam dokładnie, ale zapłaciłam za niego w promocji 15 lub 17zł. Myślę, że nie jest to wygórowana cena. Był jeszcze jaśniejszy kolor, bardziej złoty.
Podsumowując:
+cudowny zapach, długo się utrzymujący
+ pięknie się mieni w słońcu
+ delikatne drobinki
+ cena
-szorstkie drobinki
-niefunkcjonalna buteleczka, kiepsko się dozuje produkt
Pozdrawiam!
środa, 6 lipca 2011
niedziela, 26 czerwca 2011
Paletka Inglot
Witajcie!
Chciałabym się dziś z Wami podzielić wrażeniami na temat palety z Inglota. Jest w niej miejsce na 5 cieni, które sama skompletowałam. Pusta paletka kosztowała 11zł, a każdy cień 10zł. Jak teraz to napisałam, to aż przeraził mnie fakt, że wydałam na nią 61zł! W życiu bym nie kupiła gotowej paletki na raz. Jednak stopniowe kompletowanie cieni doprowadziło do tego, że mam dwie takie paletki, z jednej jestem zadowolona z drugiej mniej, ale dziś o tej lepszej :)
Zaczynając od lewej:
1. 362 Matte.
2. 408 Pearl
3. 395 Pearl
4. 423 Pearl
5. 399 Pearl
Jak widać, jestem zwolenniczką wykończenia perłowego. Moim zdaniem najlepiej wygląda na powiece.
Najbardziej kocham ostatni cień, jest to brudny róż, który pasuje do każdego koloru oczu i wygląda naprawdę niebanalnie.
Cień numer 362 służy mi jako róż do policzków, ale na temat róży kiedy indziej :) Następnie mamy szary, idealny do smoky eyes oraz perłowy, którego używam pod łuk brwiowy i w wewnętrzny kącik, ale równie dobrze nadaje się jako rozświetlacz na policzki. :)
Tutaj mamy perłową czekoladkę oraz wspomniany wyżej brudny róż.
Jak widać, są naprawdę nieźle napigmentowane.
Na poniższym zdjęciu są po kolei swatche.
Oraz zbliżenia, żeby lepiej oddać kolor rzeczywisty.
Cienie te dobrze się rozprowadzają, długo utrzymują i nie osypują. Moim zdaniem są świetne i warto w nie zainwestować. Później pokażę Wam także moją drugą paletkę. Pozdrawiam!
PS. Myślę, że zdjęcia lepiej oddają kolory, gdy je powiększycie!
PS. Myślę, że zdjęcia lepiej oddają kolory, gdy je powiększycie!
sobota, 25 czerwca 2011
New beginning
Mam przyjemność przedstawić Wam nowego bloga o tematyce kosmetycznej, z wstawkami z życia codziennego. Zawsze przed zakupem czegoś konkretnego, lubię przeglądać blogi z opinią innych o danym produkcie, swatchami i fotkami, dlatego postanowiłam, że ja także przyczynię się do poszerzania wiedzy
na temat tego co warto kupić, a co omijać szerokim łukiem. ;)
na temat tego co warto kupić, a co omijać szerokim łukiem. ;)
do zobaczenia wkrótce!
Subskrybuj:
Posty (Atom)